A ja na to: Sprawdzam. Część druga


Urszula 3.

ObrazekObrazek

Podarował mi kolega, edycję CD trzeciej płyty Urszuli, pierwsze wydanie na CD, po 25 latach od ukazania się nagrań na płycie winylowej. Tak, tak, edycja na płycie winylowej ukazała się w roku 1986!, a nie jak napisał wydawca, edycji CD z roku 2011, w roku 1987.  Wydawca Budka Suflera Production. Skłamali wydawcy. Panowie, ja wiem, że lata lecą, pamięć już nie ta co dawnej, ale trzeba było sprawdzić fakty. Na przykład, w ówczesnej prasie muzycznej. Dodatkowo wydawca zmienił, absurdalnie, wkładkę z tekstami piosenek, o czym możecie przeczytać tutaj:  http://artu-variousposition.blogspot.com/

O fakcie dopisania informacji, przez wydawcę, że Urszula nagrała tą płytę z Budką Suflera, to szkoda wspominać. To jest kwesta osobistej kultury, której brak wydawcy.

Panowie jak chce się trudnić działalnością wydawnicza to trzeba to robić porządnie, a jak wznawia się, po wielu latach, płytę to trzeba to zrobić bardzo porządnie. Mamy tutaj zadanie na poziomie szkoły podstawowej. Niestety, mimo, że zadanie podstawowe, to nieodrobione.

Za remastering z płyty winylowej, wydania CD, odpowiedzialny jest Piotr Nykiel. Z przedstawionej wypowiedzi, fachowiec, ale teoria sobie, a praktyka jeszcze co innego.

Niestety, autorowi masteringu, za źródło, posłużył egzemplarz, lub egzemplarze bardzo zniszczone. Ładnie to zgrano, na dobrym sprzęcie, ale niestety, źródło, egzemplarz, był w bardzo złej kondycji. Był źle wytłoczony, lub zniszczony w wyniku odtwarzania na marnym gramofonie. Niedopuszczalne jest na tym poziomie – „technika nuklearne w medycynie” – aby tego nie zauważyć. Panie Piotrze ten egzemplarz okrutnie charczy, najlepiej to słychać w przypadku ostatniego nagrania. Nie da się tego słuchać. Dodatkowo, bardzo niedokładnie oczyszczono zgranie z trzasków, charakterystycznych dla płyty winylowej. „Kurna blaszka” trzeba było kupić egzemplarz który gra dobrze, piąty, dziesiąty lub setny,  i zlecić, jako pracę zadaną, na zaliczenie, studentom, po jednym utworze ma grupę, i wybrać najlepsze. A już brud, szum, który pozostawiono w przypadku początku nagrania numer 2, to jest zwyczajne niechlujstwo.

Gdyby mi tak odrestaurował blacharz karoserię mojego zabytkowego samochodu – ta płyta to zabytek – to bym, nie tylko zażądał zwrotu pieniędzy za usługę, domagałbym się zadośćuczynienia, za umyślne partactwo.

Brak słów, aby dalej pisać.

Już mi trochę przeszła złość na to partactwo. Więc przytoczę kilka wycinków prasowych z ówczesne prasy i słów parę napiszę. Nie miała ta płyta wtedy szczęścia do wydawcy, nie miała i „dziś” Fatum chyba jakieś 🙂 Płytę wydano wtedy ponad rok od nagrania tych piosenek, ale to był wtedy standard, niestety, wydano pod względem edytorski marnie. Z błędami, czasem orograficznymi w załączonej wkładce z tekstami piosenek. Pomysł na okładkę przypominał raczej opakowanie zastępcze niż okładkę z prawdziwego zdarzenia. Niestety, nie napisał wtedy, a i dziś, wydawca kto zagrał partie saksofonu, oraz dlaczego zmieniono tekst jednej z piosenek. Czy była to ingerencja cenzury, czy też artystka w czasie nagrania tekst zmieniła, lub była inna tego przyczyna. Była okazja aby takie informacje podać, a nie bezmyślnie poprawiać tekst piosenki.

Data jest tutaj istotna

Advertisements

4 thoughts on “A ja na to: Sprawdzam. Część druga

  1. Reedycje dwóch pierwszych płyt Urszuli jeszcze jakoś ździerżyłem słuchowo, ale trzecia jest skandaliczna – popdpisuję się oburącz pod wpisem Autora blogu. Poczuczułem się oszukany – to za co ja dałem te kilkadziesiąt złotych, za kolorową okładkę?! To skandal, że dochodzi do takich praktyk. Cóż to – taśmy matki pod ziemię się zapadły? Zresztą Budka w pogoni za kasą już dopuszczała się takich praktyk. Patrz (a właściwie: słuchaj): kolekcja „Gazety Wyborczej”.

  2. Nie wiem jak gra pierwsza płyta, z tej serii, ale druga gra bardzo dobrze. Mastering jest bez zarzutu, tym bardziej to cieszy bo płyta winylowa była wydana wyjątkowo kiepsko. Ale tylko to, bo pod względem edytorskim jest to wyjątkowe partactwo. Ostatnie nagranie jest w innej wersji niż to wydane na płycie winylowej, o czym wydawca nie informuje. Poligrafia nie dość że uboga to zrobiona przez osobę która ma wyjątkowy antytalent plastyczny. Za źródło wydawcy posłużyły skany wydania winylowego, ale tak po chamsku podkoloryzowane, że trzeba być ślepym aby nie zauważyć, że wygląda to po prostu ordynarnie, topornie. Komuś kto to zrobił, pojęcie tonacji barw było zupełnie obce.
    Jak już wydaje się takie archiwa to z zwykłej przyzwoitości wypadałby umieścić dodatkowe informacje, zdjęcia, czy choćby opinię, rozmowę z artystą.

  3. Ciekawe od czego zależało że np. nagrywane w tym samym czasie nagrania Lombardu ocalały w bardzo dobrych jakościowo wersjach, a Urszuli w tak słabych?

  4. Jakość wznawianych po latach edycji zależy do tego jakim źródeł nagrania dysponował wydawca oraz jak przygotował mastering tego źródła. Co innego gdy się ma np taśmę wielośladową, lub końcową wąską taśmę z zgraniem w stereo a co innego gdy za źródło posłużyła trzeszcząca, charcząca płyta winylowa. A także w jakiej kondycji są te źródła.

    Swoją drogą, w przypadku wznowień, firmy Koch, płyt Lombardu, to tam też są kwiatki typu cała płyta z taśm, a jedno lub dwa nagrania z trzeszczącej płyty winylowej. Może, po prostu innym źródłem tego nagrania wydawca nie dysponował.

Możliwość komentowania jest wyłączona.